Maryśka - Józef Maciejowski
Lśniły tęczowemi blaski niebiosa, gdy słońce schodziło zwolna za bory, za dalekie, dalekie łany zbóż, rozfałowane lekkim powiewem przedwieczornego chłodu. Wierzchołki drzew całowały na pożegnanie ostatnie już promienie, rozbiegały się gdzieś hen obłoki białe i niebo coraz to błękitniało. A ze